Trasa Pojezierzy Zachodnich cz.1

Najbardziej różnorodna, najwięcej parków krajobrazowych, najwięcej kilometrów po dawnych trasach kolei, najwięcej pojezierzy. Choć daleka od ukończenia, to moja trasa NAJ. 

CZĘŚĆ 1.

a tu link do części 2.

 

Na deser zachodniopomorskich szlaków zostawiłem sobie Trasę Pojezierzy Zachodnich. W odróżnieniu od trasy Wokół Zalewu i Blue Velo nie były to dla mnie obce tereny. Drawa czy Piława to kajakarskie klasyki, a kajakiem pływam od małego. W Bornem Sulinowie byłem zaraz po wycofaniu się żołnierzy radzieckich, a potem wielokrotnie tam wracałem, bo według mnie to jedno z najbardziej fascynujących miejsc w Polsce. Świątynia w Białym Borze to moja ulubiona cerkiew w Polsce, a Ińsko znam z odbywających się tam festiwali. Innymi słowy – wiedziałem czego się spodziewać. Nie kojarzyłem tylko zachodnich krańców województwa, które okazały się naszpikowane fajerwerkami. Jeśli musisz wybrać tylko jedną trasę w Zachodniopomorskiem – niech to będzie ta!

Z pociągu wysiadam w Miastku – choć to już województwo pomorskie, to miło zaskakuje mnie oznakowanie, obecne od okolic stacji kolejowej. Niestety znika wraz z granicą województwa, ale w kolejnych latach będzie sukcesywnie uzupełniane.

Pierwsza atrakcja to wielka Pomorska Góra Piasku. Serio. W środku lasu, jak gdyby nigdy nic, wyrasta… cóż, góra piasku. Wznosi się na 65 metrów, a w sumie liczy 245 m n.p.m. To sztuczne wzniesienie usypane z piasku, powstałe po wydobyciu kruszywa mineralnego. Można znaleźć informacje, że to najwyższe wzniesienie na Pomorzu Zachodnim, ale to nieprawda – wyższa jest nieodległa Góra Krajoznawców (248 m n.p.m.). Na górę piasku można wejść, a nawet wjechać. Gdybym był masochistą, mógłbym tam nawet wepchać rower. Widać z niej okolicę na 30 kilometrów. Co ciekawe, Góra Piachu jest ponoć na sprzedaż, a cały teren wyceniono na 5 milionów złotych. Tuż obok jest kolejna atrakcja, czyli Biały Bór, a w nim cerkiew stworzona przez Jerzego Nowosielskiego – jednego z najwybitniejszych polskich artystów XX wieku. Świątynia nie przypomina żadnej innej świątyni prawosławnej ani grekokatolickiej, a w środku czuję się jakbym wchodził do wnętrza obrazu. Co ciekawe, frontowa ściana cerkwi to swego rodzaju ikonostas, na którym mogą być odprawiane plenerowe msze. Sam Biały Bór to centrum życia Ukraińców, którzy zostali tu przesiedleni w ramach akcji Wisła. Udało się im zachować kulturę i język, a dziś w miasteczku funkcjonuje zespół szkół z ukraińskim językiem nauczania. W Białym Borze jest jeszcze jedna atrakcja, choć trudno ją zauważyć.

Na skrzyżowaniu w stronę Szczecinka uwagi w ogóle nie zwraca budynek, który zamiast dolnych okien ma ich atrapy zamalowane na biało. Wewnątrz znajduje się zamaskowany schron dla 2 karabinów maszynowych blokujący ogniem ulicę. Jest to obiekt unikalny w skali całej linii fortyfikacji Wału Pomorskiego ze względu na jego umiejscowienie we wnętrzu pozornie zwykłego budynku mieszkalnego. Niestety schronu nie można zwiedzać, ale na pocieszenie zostają dziesiątki innych ukrytych w lasach, z czego kilka na trasie. Największy z nich – B-Werk – znajduje się niedaleko wiaduktu nad drogą ekspresową przy wjeździe do Szczecinka. Nie jest w żaden sposób oznaczony, a teren jest mocno zaśmiecony. Atrakcja raczej dla koneserów. Sam Szczecinek robi najlepsze wrażenie nad jeziorem Trzesiecko. Zatrzymuję się pod pięknie odnowionym zamkiem Książąt Pomorskich (renowacja zasilona przez Europejski Fundusz Rozwoju Regionalnego). Przed XV-wieczną budowlą jest plaża, a przed plażą – pomost. I nie byłoby w tym nic niezwykłego, gdyby nie był okrągły. Fajny bajer, który szczególnie dobrze wygląda z lotu ptaka. Przybijają tu tramwaje wodne, a gdyby ktoś chciał oderwać się na chwilę od pedałów, to tuż obok jest najdłuższy w Europie wyciąg nart wodnych. Szlak nie jest oznakowany, ale dzięki aplikacji Pomorze Zachodnie nawigacja idzie bez problemu. Z papierową mapą byłoby trudniej 🙂

Mieszanką dróg lokalnych i leśnych dojeżdżam do Bornego Sulinowa. Jeżeli jakimś cudem nie słyszeliście o tym mieście, to znaczy, że zatrzymaliście się na początku lat 90., kiedy były to tajne koszary armii radzieckiej. Data oficjalnego otwarcia Bornego Sulinowa to 5 czerwca 1993 r. a 15 września otrzymało status miasta. Po raz pierwszy znalazłem się tutaj w lecie 1993, czyli tuż po wyjeździe Rosjan. Miałem 8 lat, więc wiele nie pamiętam, ale było to prawdziwe miasto duchów – pierwszych osadników można było policzyć na palcach kilku rąk. Nie wiedzieliśmy jeszcze wtedy, co kryje się w pobliskich lasach. Gdy przyjechałem tu na własną rękę w 2008 sytuacja była zupełnie inna. Dogorywało wtedy jeszcze bardziej tajne osiedle Kłomino, kilka kilometrów od Bornego. Dziś nie ma już tam za bardzo po co jechać, chociaż fani militariów docenią intrygującą strzelnicę czołgową. A jeśli traficie tam we wrześniu, to w rozkwicie będzie właśnie największe wrzosowisko w Europie – kiedyś był to poligon czołgowy, a dziś rezerwat o intrygującej nazwie “Diabelskie Pustacie”. Na mnie największe wrażenie zrobiły jednak bunkry, w których trzymano broń atomową. Oczywiście nie polecam nikomu wchodzić tam na własną rękę! Dużo lepiej odwiedzić bliźniaczy obiekt w Podborsku, leżącym niedaleko innej trasy rowerowej – Starego Kolejowego Szlaku. Działa tam fantastyczne muzeum, a wyposażenie bunkrów nie zostało rozkradzione. Jeśli chcesz pojeździć czołgiem, to nie ma problemu – w Bornem takie atrakcje są dostępne od ręki – i to nie tylko przy okazji jednego największych w Europie zlotów pojazdów militarnych.

A propos zlotów – dalej droga wiedzie do Czaplinka, gdzie właśnie zakończył się Festiwal Pol’and’rock. Przy drogach stoją jeszcze niedobitki festiwalowiczów, łapiących autostop we wszystkie strony świata. Z Bornego do Łubowa właśnie powstaje prosta jak strzała droga rowerowa po trasie dawnej kolei. Przez pierwsze kilka kilometrów jedzie się genialnie, potem świeżutki asfalt zmienia się w szuter, aby w końcu urwać się w lesie. Mam nadzieję, że budowa szybko zostanie wznowiona, bo zgodnie z planem odcinek ma być gotowy jesienią. Przy okazji mogę podejrzeć technologię budowy drogi – najpierw betonowa wylewka, potem dobrze ubite kruszywo, a na to asfalt. Taka solidna konstrukcja bardzo cieszy, bo mam wrażenie, że część dróg rowerowych w Polsce powstaje tylko po to, by wydać unijne pieniądze – na rozwalcowany piach wysypuje się cienką warstwę kruszywa, a potem asfaltuje. Taka ścieżka po kilku latach będzie nadawała się do generalnego remontu – akurat wtedy, gdy upłynie gwarancja producenta. Dobrze wiedzieć, że tu robią to porządnie.

Z Czaplinka do Złocieńca jedzie się najczęściej wzdłuż dróg lokalnych, kilka razy przekraczając linię kolejową. Złocieniec znam z festiwalu podróżniczego “16 południk”, ale nigdy nie miałem okazji zajść do Parku Żubra, słynnego z monumentalnej Alei Grabowej, która tworzy tunel z połączonych gałęzi drzew. Rosną tutaj 83 graby, których wiek szacowany jest na około 200 lat. Doskonałe miejsce, by kręcić kolejny sezon Wiedźmina. Ciekawostką z wiedźmińskiej beczki jest też… smok. Okazuje się, że nie tylko w Krakowie mają ziejącego ogniem gad. Ten ze Złocieńca jest nawet lepszy, bo potrafi machać skrzydłami. Jędrzejowego smoka możecie spotkać na prywatnej posesji, koło której szczęśliwie przechodzi szlak.

Subiektywny ranking atrakcji:

  1. Most w Siekierkach
  2. Cerkiew w Białym Borze
  3. Kościół w Czachowie
  4. Borne Sulinowo
  5. Stacja Klępicz
  6. Stacja Lubiana
  7. Pomorska Góra Piasku
  8. Bunkry!
  9. Jeziora!

Relacja powstała w ramach współpracy z województwem zachodniopomorskim. Zostałem poproszony, by zwrócić uwagę na inwestycje dofinansowane ze środków europejskich. Lubię takie niezbyt wymagające zadania. W skrócie – cały projekt szlaków rowerowych nie byłby możliwy, gdyby nie miliony z Unii. Mamy dzięki nim produkt turystyczny na naprawdę wysokim poziomie. Wciąż w budowie (na części odcinków brakuje jeszcze oznakowania), ale daje mnóstwo radości. Problemy z orientacją rozwiązuje aplikacja Pomorze Zachodnie, zrobiona naprawdę z sensem i mega przydatna – również krajoznawczo. Jej też by nie było, gdyby nie dofinansowanie europejskie 🙂

Leave a comment