Znikające jeziora, czyli hydrozagadka Wielkopolski

Z pojezierza gnieźnieńskiego znikają jeziora. Jedno po drugim. Zarastają trzcinami, potem trawą, aż w końcu zmienią się w las. Ale las też potrzebuje wody. 
wysychające jeziora niedaleko konina

Sam nie wiem, czy straszniej wygląda to z brzegu, czy lotu ptaka. Możecie porównać sami.

Eko-Instagramerka kasia. Napis "kąpielisko" brzmi jak ponury żart.

Nie wszyscy wiedzą, że mamy w Polsce nie tylko Pojezierze Mazurskie, ale też sporo innych, w tym niektóre pochodzenia antropogenicznego, o czym pisałem niedawno. W Wielkopolsce również jest kilka pojezierzy, a za najpiękniejsze uważa się właśnie Gnieźnieńskie, między Koninem, Inowrocławiem i (nie zgadniecie) Gnieznem. W jego skład wchodzą setki jezior. Niestety, jest ich coraz mniej.

W stosunku do 1990 r. tafla wody Jeziora Wilczyńskiego opadła o pięć metrów, tylko od 2010 r. ubyły dwa metry wody. Na brzegach straszą pomosty wystające z krzaków, dobre kilka metrów nad naszymi głowami.

Na plaży w Przyjezierzu, miejscowości wciąż jeszcze nazywanej „letniskową” paręnaście lat temu było pięć pomostów, na jednym, z lampkami, nawet odbywały się potańcówki. Ostatni rozebrano w tym roku. I tak stał kilkadziesiąt metrów od brzegu wody. Za to plaża jest ogromna, jak w Juracie.

Dlaczego woda znika? Jeśli zapytać ekologów, powiedzą, że przez pobliską kopalnię węgla.  Jeżeli zapytać kopalnię – że przez zmianę klimatu.  Choć globalne ocieplenie jest niezaprzeczalnym faktem, to w tym wypadku musiałoby działać wyjątkowo perfidnie i wybiórczo. Bo jak to jest, że zbiorniki bliżej kopalni wysychają, a dalej już nie? 

 
wysychające jeziora przyjezierze
po lewej jezioro wilczyńskie (a właściwie już jeziora), po prawej suszewskie

Ok. 10 km w linii prostej od Jeziora Ostrowskiego, a trzy od Wilczyńskiego zlokalizowana jest odkrywka Jóźwin Kopalni Węgla Brunatnego Konin.

wyschnięte jezioro kowanckie
Jezioro Kownackie, brzeg przesunął się o kilkadziesiąt metrów.

W 2010 roku kopalnia Konin uruchomiła odkrywkę Tomisławice, położoną najbliżej Przyjezierza i Wilczyna. Decyzja środowiskowa, na bazie której wydano zgodę na jej powstanie, budziła co najmniej spore kontrowersje. Od tego momentu wody z jezior ubywa coraz szybciej. 

Ryby nie mają gdzie składać ikry, a trzciny stają się nieprzydatne na gniazda wodnych ptaków, gdyż nie obmywa ich już woda. A jeśli już jakaś nierozgarnięta kaczka złoży tam jaja, to ma problem, bo gniazda są zagrożone atakami drapieżników. Gdy nie ma wody mają do nich łatwy dostęp.

wyschnięte jezioro kowanckie
jezioro kowanckie

Wójt Wilczyna (leżącego, nie zgadniecie, nad jeziorem – lub już jeziorami – Wilczyńskimi) mówi, że stepowienie Wielkopolski to poważny problem, ale kopalnia nie jest jedynym winnym – Klimat się ociepla, jest coraz mniej opadów.

Nie zgadza się z tym Józef Drzazgowski, prezes stowarzyszenia Eko-Przyjezierze, które od lat walczy o uratowanie jezior. Kreśli też nieco szerszy obraz sytuacji. Na początku XIX wieku tereny pogranicza Wielkopolski i Kujaw znajdowały się w granicach zaboru pruskiego. Niemcy uznali, wody jest tu… za dużo. Zaczęli więc kopać kanały, żeby odprowadzić jej nadmiar. W 1949 roku z kolei otwarto Kanał Ślesiński. Przez Gopło naturalnie przepływa rzeka Noteć, teraz uzyskało ono tym kanałem połączenie z Wartą. W połowie XX wieku rozpoczęło się wreszcie na masową skalę wydobycie węgla brunatnego w Zagłębiu Konińskim. W okolicy było 10 odkrywek, a każda z nich tworzyła wokół siebie lej depresji, strefę obniżonego zwierciadła wód gruntowych. Nie używając skomplikowanego słownictwa: strefę suszy. Bo zanim z gigantycznej dziury w ziemi można wydobyć węgiel, złoże trzeba najpierw osuszyć.

Dalej było już z górki. Kanały odprowadziły wodę, odkrywka osuszyła teren i naruszyła wody powierzchniowe, gruntowe i głębinowe. Są one zresztą cały czas drenowane, również przez miejscowych, którzy kopią coraz głębsze studnie głębinowe (zresztą za dotacje). A utrata wód głębinowych to strata szczególnie dotkliwa. Rolnicy wykorzystują studnie głębinowe do podlewania trawy i upraw. Gdyby policzono wartość tej wody, okazałoby się, że przekracza kilkakrotnie wartość plonu.

Rocznie z tego terenu odprowadza się tyle wody, ile ma  największe w Wielkopolsce Jezioro Powidzkie – dodaje Drzazgowski.

Rozwiązaniem problemu jezior miało być odpompowanie części wody z odkrywki z powrotem do jeziora. Wszystko było podobno już uzgodnione, był rozpisany przetarg, ale go unieważniono i już do tej sprawy nie wrócono.

Oto kolejne „Polskie Malediwy”. Z góry wysychające jeziora wyglądają ładnie, z dołu strasznie.

W głębi zdjęcia po lewej widać różowe pole facelii. Trzeba przyznać, ze bardzo tu kolorowo.

Stoimy w  śluzie między dwoma jeziorami. Józef Drzazgowski pokazuje maksymalny poziom wody, dziś jakieś 3 metry powyżej lustra wody – brzeg jeziora jest ok. 30 metrów dalej.

Pan Józef prosto tłumaczy hydrologiczne zawiłości: gdy zmienia się ciśnienie wód podziemnych, wody z powierzchni są zasysane jak w wannie z wyjętym korkiem. To się właśnie dzieje.

Brak wody to nie tylko utrata jezior i kojących widoków. Wyschnięta gleba eroduje, w związku z czym chorują już lasy, które nie sięgają korzeniami wody. – Świerki wycofały się z tych terenów niemal zupełnie, sosny są atakowane przez kornika ostrozębnego i kornika sześciozębnego. Zaczynają też chorować dęby – opisuje Józef Drzazgowski.

Oczywiście umiera też turystyka, bo wczasowicze chyba nie chcą oglądać tych dość przygnębiających obrazów. Kiedyś było tu przeszło 80 państwowych ośrodków wczasowych, został jeden – mówi pan Józef.

Koniński Titanic

W Koninie mają nie tylko rzeźbę człowieka-konia (polecam sprawdzić w google), ale również „konińskiego Titanica”. Trzeba przyznać, że podobieństwo do transatlantyckiego parowca jest uderzające, a widok…. dość urokliwy. To Elektrownia Pątnów, jedna z trzech zasilana przez kopalnię Konin.

Pojechaliśmy popatrzeć na głównego winowajcę. A właściwie jedną z winowajczyń. Niby to Konin, ale z centrum miasta jest tu dość daleko. To, co nazywamy „kopalnią”, to tak naprawdę Zespół Elektrowni „Pątnów-Adamów-Konin” (w skrócie sympatyczny ZEPAK) – cztery elektrownie opalane węglem brunatnym w rejonie Konina, dostarczających około 8,5 procent mocy krajowej. Większościowym udziałowcem spółki jest Zygmunt Solorz-Żak (tak, ten od Polsatu), można więc do niego kierować konkretne pretensje.

Batalia o uratowanie tej cześci Wielkopolski przed stepowieniem cały czas trwa. Pod koniec 2019 powstał powstał Parlamentarny Zespół ds. Ochrony Pojezierzy. Udało się zmienić gospodarkę wodną na terenie kopalni węgla brunatnego, która stara się w większym zakresie zasilać opustoszałe odkrywki kosztem wody przepływowej, a nie jezior czy wód podziemnych. 

Sam ZEPAK w oficjalnych komunikatach zapewnia o „stopniowym ograniczaniu produkcji energii elektrycznej z węgla brunatnego”. Kopalnia Adamów ma zakończyć wydobycie już w tym roku, robiąc miejsce pod inwestycję OZE (Odnawialne Źródła Energii). Jednocześnie ma powstać nowa odkrywka – Ościsłowo, które może być gwoździem do trumny pojezierza. 

Ościsłowo miało ruszyć wcześniej, ale inwestycję blokowali ekolodzy. Po bataliach sądowych ostateczną decyzję w sprawie ma we wrześniu wydać Generalna Dyrekcja Ochrony Środowiska. Jeśli decyzja środowiskowa zostanie wydana, odkrywka powstanie. Ale jest szansa, że będzie mniejsza, niż pierwotnie zakładano, bo Drzazgowski dokopał się… kurhanów. Odkryte w latach 80. cmentarzysko megalityczne w Marianowie leżało zapomniane przez 20 lat. Kiedy okazało się, że leży na terenie planowanej odkrywki, Drzazgowski wspólnie z Towarzystwem Miłośników Miasta Strzelna doprowadzili do wpisania go do rejestru zabytków. Dzięki temu odkrywka będzie nieco mniejsza.

Stoimy pod pomostem i rozmawiamy z przechadzającymi się nad jeziorem miejscowymi. Młodzież chce protestować i trzyma stronę ekologów (choć na pierwszy rut oka nie powiedziałbym, że będą interesować ich problemy środowiska), starsze małżeństwo jest bardziej sceptyczne. Pan Józef zauważa, że ostatnie deszcze sprawiły, że trudniej przemówić wszystkim do wyobraźni. Skoro mamy ulewy, to problem suszy powinien zniknąć. Ale nie zniknie. Po pierwsze, pogoda to nie klimat. Po drugie, wydaje się że mamy w Polsce już tylko dwie pory roku: suchą i deszczową. Ulewy są krótkie i gwałtowne, woda nie przesiąka prawidłowo do gruntu, tylko ucieka kanałami do rzek. Co prawda jeziora Pojezierza Gnieźnieńskiego w różnych okresach przesychały, a potem znów wracały do dawnego stanu, ale teraz już tak nie jest, bo problem leży głębiej. Dosłownie.

W ubiegłym roku przepływająca przez pojezierze Noteć wyschła na odcinku 30 km.

Zrealizowano w ramach programu stypendialnego Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego – Kultura w sieci

Leave a comment