Test namiotów Marabut

Nocleg w namiocie podczas rowerowej wyprawy na Grenlandii
Opiszę w jednym tekście dwa namioty polskiego producenta. Dlaczego naraz? To dość podobne konstrukcje, które używałem właściwie w tych samych warunkach – na zimowych wyprawach rowerowych i w górach wysokich. 
Jeżeli nie chce ci się czytać, to od razu odpowiem na kluczowe pytania: czy to dobry sprzęt? Zdecydowanie! Który kupić? Arco Red Line. Dlaczego? Bo jest kilogram lżejszy. A teraz zapraszam do szczegółowej lektury testu namiotów marki Marabut.

Kryteria doboru sprzętu outdoorowego

Podróżuję po świecie kilkanaście lat, często po jego najbardziej dzikich zakątkach. Przez ten czas miałem okazję testować chyba wszystkie rodzaje produktów outdoorowych wielu producentów. Wśród nich – przynajmniej kilkanaście modeli namiotów. Pozwoliło mi to na wypracowanie kilku zasad, którymi kieruję się przy doborze sprzętu. Po pierwsze, musi być  on przede wszystkim niezawodny, bo często zależy od niego moje życie – i nie jest to przenośnia. Dlatego na kluczowe rzeczy jestem w stanie wydać sporo pieniędzy – ale tylko wtedy gdy wiem za co płacę. Po drugie, muszą one być lekkie. Nie tylko dlatego, że kiedyś złamałem kręgosłup i od tego czasu nie przepadam za ciężkim plecakiem – to po prostu ułatwia życie, można też oszczędzić na bagażu w samolocie. Po trzecie, wolę kupować polskie produkty, jeśli tylko spełniają dwa pierwsze warunki. Zawsze to trochę lżej na duszy, gdy pieniądze zostają w kraju. Mamy to szczęście, że Polacy produkują wiele rzeczy outdoorowych na światowym poziomie, często w konkurencyjnych cenach.

Wyprawa rowerowa po zimowej Granlandii

Historia przygód z Marabutem

W 2010 na wyprawę na Noszak, najwyższy szczyt Afganistanu wzięliśmy Komodo Plus i Tengri  jako szturmówkę. Ze zdziwieniem odkryłem, że namiot można rozłożyć prawie nie zdejmując grubych łapawic, oraz że nie należy się zbytnio przejmować huraganem, jeśli leży się w przytulnym, oszronionym wnętrzu. Inna sprawa, że przestronny Komodo Plus został na górze po wsze czasy – schodziliśmy w bardzo trudnych warunkach, po pas w śniegu i tylko zostawienie paru kilogramów pozwoliło nam bezpiecznie zejść do bazy. Po tych doświadczeniach Tengri był naturalnym wyborem na wycieczkę rowerową po zamarzniętym Bajkale. Jak dobry był to wybór przekonaliśmy się spotykając rowerzystę, któremu wiatr połamał namiot i zmuszony był przerwać wyprawę. Na naszym przenośnym domu potężne syberyjskie wichry nie robiły większego wrażenia. Zazdrościliśmy jedynie innym napotkanym Rosjanom, którzy mieli w swoim namiocie… fabrycznie zintegrowany piec. Z kominem.

10% kod rabatowy na namioty firmy Marabut: DOBRAPODROZ

Tak, ten kod rabatowy jest afiliacyjny. Jednak zanim z niesmakiem przewrócisz oczami zobacz, że na naszej stronie nie ma reklam. ŻADNYCH. Współpracujemy z kilkoma markami i polecamy tu tylko to co ma super jakość i czego sami używamy.

Jeśli stwierdzisz, że jeden z namiotów marki Marabut odpowiada Twoim potrzebom, to wykorzystaj kod podczas zakupów – zawsze to taniej! Wystarczy, że przy finalizacji zakupu w pole kod rabatowy wpiszesz: DOBRAPODROZ. Dostaniemy niewielki procent od wartości Twojego zamówienia. Czyli zapewne postawisz nam kawę, za co bardzo dziękujemy!

Grenlandia i początek przygody z modelem Ladakh

Jako, że Tengri przepadł podczas kolejnej wyprawy górskiej trzeba się było rozejrzeć się za nowym namiotem. Jako że przekroczyłem już 30stkę, postanowiłem zwrócić się w stronę komfortu i zainwestować w większy i wygodniejszy namiot kosztem dodatkowego kilograma, choć wahałem się przez miesiąc. Czy było warto? Poniżej moja ocena sprzętu.

Szybkie fakty:

Słyszałem, że Ladakh jest produktem współpracy firmy ze społecznością użytkowników i forumowiczów świetnego portalu NGT.pl. Z doświadczenia wiem, że gdy firma uważnie wsłuchuje się w głosy użytkowników, mogą wyjść z tego naprawdę fajne produkty. Tak jest i tym razem. Ladakh to konstrukcja dobrze przemyślana, mocna i bardzo funkcjonalna. Naprawdę, chcąc być maksymalnie obiektywnym powinienem wyszukać jak najwięcej wad, ale na myśl przychodzi mi tylko jedna i jest to oczywiście waga.

Test namiotów Marabut
test namiotów Marabut

Rozstawianie i składanie modelu Ladakh

Nasze pierwsze spotkanie z namiotem zaczęło się od poważnego zgrzytu – z niewiadomych powodów linki łączące poszczególne elementy stelażu były nienaciągnięte i by złączyć pałąki w jeden musieliśmy najpierw zawiązać supły na końcach linek. Na szczęście było raptem -10 stopni i bezwietrznie, więc warunki do rozstawiania bardzo komfortowe. Trudno jednak wyobrazić sobie, co by było w warunkach huraganu. To oczywiście nasz koszmarny błąd, potencjalnie niebezpieczny dla życia  – zawsze przetestujcie w cieplarnianych warunkach każdy nowy sprzęt przed wyruszeniem na wyprawę! Po naprawieniu linki działały tak jak powinny.

Wszystkie trzy pałąki stelaża są jednakowej długości, co niezmiernie ułatwia rozstawianie. Są wygięte na dole, co ma zwiększyć powierzchnię użytkową – głowa nie będzie nam dotykać tylnej ścianki, osadzi się na niej mniej szronu, itd. Trudno mi powiedzieć, czy to działa, bo miejsca mieliśmy więcej niż w moim dawnym pokoju w akademiku, a pod nogami mieściła się jeszcze torba ze sprzętem foto. Mam 178 cm wzrostu. Rękawy to jak zwykle mocny punkt Marabuta – są na tyle szerokie, że przysypiemy je każdym rodzajem śniegu, co zaowocuje stabilnością i spokojnym snem. Jako że na wyprawach rowerowych nie używam szpilek ani śrub lodowych, cenię sobie to, że namiot można ustabilizować np. rowerem, który postawimy na fartuchach, lub kijkami trekkingowymi wbitymi w śnieg (pozwalają na to szerokie otwory w gumkach do szpilek).

Namiot Ladakh, Marabuta w Himalajach

Składanie namiotu może być sporym problemem jeśli jest mocno oszroniony. Z pomocą przychodzi tu pasek kompresyjny. Niesamowicie ułatwia to wkładanie zwiniętego namiotu do wora i dziwię się, czemu nie było go w poprzednich modelach Marabuta. Paski kompresyjne w worze to również świetne rozwiązanie, którego brakowało mi wcześniej. Pakunek nie robi się od tego lżejszy, ale na pewno jest mniejszy i bardziej poręczny.

Wnętrze

W tym teoretycznie dwuosobowym namiocie w Himalajach mieściły się i trzy osoby, a podejrzewam że w ekstremalnych warunkach wytrzymałyby nawet cztery (choć to już gruba przesada). Znaczy to, że dla dwóch chudzielców jak ja i Wicher było miejsca tyle co w pałacu. Nie musieliśmy nic zostawiać w przedsionku, cały nasz sprzęt mieścił się w środku. Cieszą duże kieszenie nad głową i pod nogami, ale niezwykle praktyczna półeczka pod sufitem mogłaby być jednak trochę większa. Duży i wygodny przedsionek to chyba główna zaleta wyróżniająca ten model na tle innych. Można wreszcie wyjść spokojnie na siku bez obawy, że potrąci się gotującą kuchenkę. Nie wspominając już o tym, że jest jeszcze drugie wyjście, które sprzyja dobrej atmosferze między partnerami. Poza wszystkim, przydaje się ono również fotografowi w nocy, gdy rozgląda się w poszukiwaniu zorzy polarnej.

Wentylacja

Trudno powiedzieć, bo ani razu nie przypominam sobie, byśmy obudzili się ze szronem na wąsach. Jest to dość niezwykłe w warunkach zimowych, ale zrzuciłbym to raczej na karb warunków klimatycznych, niż na cudowne właściwości namiotu. Szron osadzający się na ścianach namiotu to normalka i jeśli chcemy podróżować w zimie trzeba nauczyć się z tym żyć. Może być go jednak więcej lub mniej i wygląda na to, że mamy do czynienia z tym drugim przypadkiem. Inna sprawa, że komfortowe gotowanie w przedsionku kieruje parę poza wnętrze (konia z rzędem alpiniście, który zawsze stosuje się do zasady by nie używać kuchenki w namiocie).

test namiotu Arco Red Line Marabut
Namiot Arco Red Line złożony na wyjeździe rowerowym

Wytrzymałość

Komfort komfortem, ale każdy namiot ekspedycyjny musi przede wszystkim łatwo się rozstawiać i być odporny na wszystko. Wiatry z jakimi przyszło mu się mierzyć oceniłbym na max. 110-120 km/h, co odpowiada porządnemu huraganowi. Gdyby nie hałas nawet bym się nie obudził, bo konstrukcja stała zupełnie niewzruszona.

Podsumowanie - namiot Ladakh:

Na wyprawie ważny jest komfort psychiczny, a zapewnia go m.in. wiara we własne możliwości i umiejętności, a także pewność niezawodności sprzętu. I Marabut nam ją zapewnił. Ladakh spełnił wszystkie nasze oczekiwania, a dodatkowo wzbudził zazdrość podróżników ze Skandynawii, co jest nie mniej ważne niż wszystkie zalety o których pisałem powyżej. Okazuje się, że w warunkach polarnych nasze schronienie było lekkie i praktyczne w porównaniu z ich namiotami.

Jednak nie dość lekkie. Nasz trzysezonowy namiot MSR Hubba Hubba NX waży 1,7 kg, czyli o 2,6 kg mniej. Różnica kolosalna, ale oczywiście tego sprzętu nie odważyłbym się wziąć na zimową wyprawę, ani na porządną wspinaczkę. 

Jakaż więc była moja radość, gdy dowiedziałem się, że na rynek trafił model bardzo przypominający Ladakh, a przy tym o ponad kilogram lżejszy!

test namiotów wyprawowych

Test namiotu Arco Red Line

Przebieg wyprawy: 12 marca 2019 roku ruszyliśmy z Wichrem z Abisko w Szwecji na najbardziej znany i – jak twierdzi wielu- najpiękniejszy szlak trekkingowy w Szwecji – Kungsleden. Naszym zamiarem było dojechanie najdalej jak się da w ograniczonym czasie, jakim dysponowaliśmy. Chcieliśmy napawać się pięknymi widokami i pedałować przy zorzy polarnej, poczuć to, co spotkani na szlaku Norwegowie nazywali friluftsliv, czyli życiem wśród przyrody, tutaj naprawdę epickiej.

Warunki okazały się naprawdę ciężkie – przez dwa dni prowadziliśmy rowery w nieustającej zamieci, w temperaturze ok. -15 stopni (temperatura odczuwalna przy silnym wietrze trudna do zmierzenia). Gdy wiatr ucichł, mogliśmy cieszyć się jazdą po zasypanym szlaku, szukając po omacku śladów psich zaprzęgów i skuterów śnieżnych. Choć kilkunastu narciarzy na szlaku początkowo patrzyło z pobłażaniem na nasze brnięcie przez śnieg, to ostatecznie rowery okazały się dużo szybsze od nart. W sumie przez 6 dni pokonaliśmy ok 150km, kończąc szlak w Nikkaluokta. To najpopularniejszy i podobno najpiękniejszy fragment z 400km Kungsleden. Najniższa zanotowana temperatura: – 30 stopni.

Arco Red Line firmy Marabut
Namiot Ladakh firmy Marabut

Chciałbym się skupić na różnicach, innowacjach i wrażeniach z użytkowania Arco względem Ladakha.

Warunki zimowe w górach stawiają przed sprzętem nieco inne wymagania niż w tropikach czy na nizinach. Namiot ma być przede wszystkim wytrzymały, pozostałe wymagania są na dalszych miejscach. Nieszczególnie interesowała nas wentylacja, bo w warunkach zimowych praktycznie zawsze budzimy się ze szronem na twarzy. Dodatkowe wejście jest bardzo praktyczne, ale trudno mówić o drugim przedsionku – namiot i tak z reguły był z tej strony przysypany śniegiem. Za to pierwszy, główny przedsionek to cecha wyróżniająca tą konstrukcję i jeden z powodów, dla których tak ją lubię. Jest tu miejsce na wszystkie sakwy, torbę pełną śniegu do topienia i, co najważniejsze, kuchenkę gazową. Gotowanie jest bezpieczne nawet przy dużym wietrze, a otwarcie od góry wejścia umożliwia wydostanie się większości pary.

Arco Red Line zostało zaopatrzone w aż dwa wejścia w głównym przedsionku, co wydaje się ciekawym pomysłem, ale w praktyce nie wykorzystaliśmy tego ani razu, to trudne w warunkach zimowych, gdy trzeba przede wszystkim zapewnić stabilność konstrukcji i ochronę przed wiatrem. Szczerze mówiąc wolałbym pozostanie przy jednym wejściu i oszczędność tych kilku gramów na zamku. 

Więcej o sprzęcie który używamy

Bałem się, że odchudzoną wagę namiotu uzyskano przez skrócenie rękawów śnieżnych, które zawsze były mocnym punktem wszystkich konstrukcji Marabuta.

Na szczęście nic takiego się nie stało, rękawy są długie i łatwo je przysypywać śniegiem, dzięki czemu im bardziej sypie śniegiem, tym bardziej namiot jest stabilny. Tradycyjnie nie używaliśmy żadnych “śledzi”, ani śrub lodowych. Nie mieliśmy też z oczywistych względów szabli lodowych, kijków trekkingowych ani czekanów, którymi naciągamy konstrukcję w górach, a mimo to namiot był bardzo stabilny. Spaliśmy spokojnie nawet przy huraganowych wiatrach, mając pewność, że nasze schronienie wytrzyma. Spokój o dach nad głową to naprawdę bezcenny komfort. Zdecydowanie cieńsza jest podłoga, ale w warunkach zimowych, na śniegu, ciężko ją jakkolwiek przebić.

Zmodyfikowane zostały wewnętrzne kieszenie w namiocie. Tu zdania są podzielone – mi wydawały się one wygodne i intuicyjnie wrzucałem resztkami sił wszystkie szpargały w mój róg namiotu, natomiast Wicher nie mógł sobie z tym poradzić, narzekając na tą nowinkę. Obaj doceniliśmy “półeczkę” pod dachem namiotu, natomiast dalej życzylibyśmy sobie, żeby była choć trochę większa (albo luźniej napięta, dzięki czemu czołówka i komórka nie wypadałyby z niej tak ochoczo).

Namiot wyprawowy Ladakh Marabut

Od dobrych paru lat Marabut zaopatrza swoje namioty w bardzo sensowne worki z paskami kompresyjnymi. W naszym przypadku okazały się one podwójnie praktyczne, bo dzięki nim bez problemu przytwierdzaliśmy namiot do kierownicy. Pełnił on rolę pełnoprawnej przedniej sakwy bikepackingowej. Można było położyć na niej panele słoneczne i wyglądać jak profesjonalny, nowoczesny podróżnik:) W opakowaniu jest jeszcze dodatkowy pasek kompresyjny, który ratuje życie przy składaniu namiotu. Na Kungsleden panowały trudne warunki i nie mieliśmy możliwości suszyć go na słońcu, dlatego z każdym dniem robił się coraz cięższy i coraz trudniej było go składać, a potem upychać do wora, zwłaszcza przy -20 stopniach i skostniałych rękach. Dzięki paskowi było to znacznie prostsze.

NIe do końca rozumiem ideę trzech dziurek, w które można wbijać pałąki. Chodzi o wybór? Większą elastyczność w różnych warunkach? Nam wydawało się to niepotrzebne, wprowadzało zamieszanie, a co najważniejsze – można by na tym oszczędzić znowu dobre kilka gramów wagi.

Podsumowując - Arco Red Line to namiot wyprawowy i w takich warunkach sprawdza się naprawdę świetnie

Trudno się do czegoś naprawdę przyczepić, nawet waga, która zawsze jest dla nas największym problemem, w tym przypadku została znacząco zredukowana (choć widzę możliwości do dalszej redukcji). Jest to duża, szalenie wygodna i odporna na wiatr konstrukcja, która na pewno pojedzie z nami na kolejne zimowe wyprawy rowerowe i himalajskie. 

Leave a comment