
Wadi Rum jest podobno najlepszą pustynią w Jordanii i odgrywa rolę Marsa (lub dowolnej innej planety) w wielu hollywoodzkich hitach. Nie kręciłem tam filmów, więc nie wiem. Za to robiłem epickie zdjęcia i spędziłem tam noc, która wydaje się być dość surrealistyczna.
W Jordanii wszyscy zmierzają do Petry, a potem na pustynię. Instagram zawładnięty jest fotkami z obozów postawionych specjalnie dla turystów, w klimacie beduińskim, bo to zawsze spoko wychodzi na fotach. I tam też większość ludzi trafia. Do tego są jeszcze miejscówki, które wpisują się w historię filmową tego miejsca. Możemy się wiec przespać w dość futurystycznym otoczeniu jak w Wadi Rum Bubble Luxotel. Ale jeszcze lepiej jest założyć własny obóz i mieć całą tę ogromną przestrzeń tylko dla siebie.
Zamiłowanie do gapienia się w gwiazdy może zaprowadzić człowieka w różne głupie miejsca, na przykład na środek pustyni.
Zamiast siedzieć jak porządni turyści w beduińskim obozie, siedzimy sobie na skale gdzieś głęboko w Wadi Rum i gapimy się w gwiazdy, popijając napoje zakupione nad zatoką Akaba. W pewnym momencie, dziwna sprawa – gwiazdy zaczynają wirować. A może jakąś nadludzką mocą mocniej odczuwam obrotowy ruch Ziemi? A może znowu kręcili tu jakieś starwarsy, czy inne transformersy i stąd wzięły się zakłócenia świadomości?


Baby I can see your halo
To poczucie, że można odtworzyć dobrą piosenkę, która idealnie odpowiada widokowi. Możesz grać głośno, nie ma nikogo w pobliżu. Uważajcie na potężną Beyonce, wszystkie jaszczurki, węże i skorpiony! I nie potrzebuję żadnej lampy, żeby widzieć w ciemności. Tyle że to nie Oz, ale Mars. Lub jakaś planeta z Gwiezdnych Wojen. W każdym razie bajkowa kraina.
Może zamiast pisać pokaże Wam po prostu jak na tej pustyni, i nie tylko, mi było:










Jeśli masz ochotę na kolejną wycieczkę na północ Afryki, to posłuchaj naszego podcastu o Maroku i Algierii:
